Whether you’re looking for a time clock in Sydney, Melbourne, Perth, or anywhere across Australia, we are here for you. To find out more about our advanced and affordable time clock systems and how they can greatly benefit your workplace, give us a call today on 1800 703 901. Buy time clocks from leading Australian provider of time clock system.
Browse 110 time clock machines photos and images available, or start a new search to explore more photos and images. Browse Getty Images' premium collection of high-quality, authentic Time Clock Machines stock photos, royalty-free images, and pictures. Time Clock Machines stock photos are available in a variety of sizes and formats to fit your
Prognozy Clock Machine. Lustro (feat. Ten Typ Mes) Clock Machine. Sense of Space Clock Machine. Sense of Space Clock Machine. Kiedy Śnisz Clock Machine. Z Tobą lżej Clock Machine. She's Got It Clock Machine. Morphine Clock Machine.
Śnić, że znalazłeś czaszkę. Znalezienie czaszki we śnie oznacza szczęście, sukces i dobrobyt. Przed tobą bardzo korzystny okres, jeśli chodzi o miłość, pracę i relacje rodzinne. Złapiesz się na myśleniu o tym, jak naprawdę jesteś szczęśliwy i jak wdzięczny musisz być za wszystko, co piękne, co ci się przydarza.
"Noc" to kolejny singiel Clock Machine z albumu "Prognozy". 🎧 POSŁUCHAJ: https://agoramuzyka.ffm.to/clockmachine KUP CD: https://iglorecords.com/kategoria-p
Cycles per instruction. In computer architecture, cycles per instruction (aka clock cycles per instruction, clocks per instruction, or CPI) is one aspect of a processor 's performance: the average number of clock cycles per instruction for a program or program fragment. [1] It is the multiplicative inverse of instructions per cycle .
The district election officer (DEO) released the ward-wise voter list for the upcoming Municipal Corporation (MC) elections. The list of all the 95 wards was uploaded online on the government portal here on Thursday.
Translations in context of "bo kiedy śnisz" in Polish-English from Reverso Context: bo kiedy śnisz tylko dobre sny należy zacząć się martwić.
C Clock Machine Video Karaoke Displayed. Sense of Space 14. Prognozy 10. Kiedy Śnisz 41. Podniosę si
No, we can't rewind, life ain't no time machine. But once you free your mind, there's beauty in everything. [Pre-Chorus] That's why every morning, after dawn and. Tell your darling something is calling. Drive me crazy, I just can't explain it. [Chorus] Go out of your mind (Out of your mind, out of your mind, out of your mind) Go out of your
rhyg. Rok wydania 2019 Wytwórnia MuseLab Nr. katalogowy bez # Czas trwania płyty 51:21 Gatunekcosmic beats Utwory1. Prognozy (3:33) 2. Kiedy śnisz (4:09) 3. Podniosę się (3:13) 4. Noc (3:42) 5. Lustro feat. TEN TYP MES (3:31) 6. Z tobą lżej (4:46) 7. Only Water (3:59) 8. So Slow (4:29) 9. The Same Old Way (2:21) 10. Igo’s Flow (3:09) 11. Sense Of Space (4:06) 12. Double The Time (6:45) (bonus track) 13. Prognozy feat. JARECKI (3:34) Muzycy Igor Walaszek - wokal Konrad Nikiel - bas Piotr Wykurz - perkusja Kuba Wojtas - gitara Marcin Pater Goście: Piotr Szmidt - vcl (5) Jarosław Jarecki Kubów - vcl, chórki (1,13) Kwartet smyczkowy: (6) Ada Kwaśniewicz - skrzypce 1 Joanna Malinowska - skrzypce 2 Aldona Trybulec - altówka Maria Czaplińska - wiolonczela Aranżacja kwartetu smyczkowego: Martyna Drabczyńska Muzyka: Clock Machine Teksty: Igor Walaszek (2-8,10-12), Konrad Nikiel (6,9,12), Kuba Wojtas (7), Arek Sitarz (1,13), Piotr Szmidt (5), Jarosław Jarecki Kubów (13) Produkcja muzyczna: Marcin Pater Realizacja nagrań, mix: Marcin Pater Mastering: Michał Eprom Baj Album został zarejestrowany w MuseLab Studio (Kraków, maj 2018 - styczeń 2019) oraz w Raven Studio (Skrzyszów, maj 2017) Mix został wykorzystany w MuseLab Studio w Krakowie Mastering został wykonany w Eprom Sound Studio Oprawa graficzna: Mateusz Glinka Fotografia: Slava Semeniuta Manager: Patryk Glinka Dystrybucja: Wydawnictwo Agora
Clock Machine zaprezentowali teledysk do singla Kiedy Śnisz. Promuje on nadchodzącą trasę koncertową, po której zespół na jakiś czas zawiesi działalność. Clock Machine zaprezentowali klip do kolejnego utworu z ich ostatniej płyty – Prognozy, która ukazała się w marcu ubiegłego roku. Wcześniej zobrazowane zostały takie utwory jak: tytułowe Prognozy, Z Tobą Lżej i Noc. Tym razem wybór padł na kawałek o tytule Kiedy Śnisz. Clock Machine – Kiedy Śnisz Teledysk utrzymany jest w minimalistycznym, czarno-białym klimacie. Materiał, który w nim wykorzystano został zarejestrowany podczas jednego z koncertów z jesiennej trasy. Zobacz także Quidditch zmieni nazwę, ponieważ Rowling jest transfobką Hip-hop na ekrany. „Zadra” wystartuje na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni Córka Eminema, Hailie Jade, wspomina dorastanie przy sławnym ojcu Nowy klip to zapowiedź, nadchodzącej trasy koncertowej zespołu. Clock Machine – trasa Sen – ostatnie koncerty przed przerwą Grupa podczas wiosennych koncertów odwiedzi sześć największych polskich miast. Będzie to ich ostatnie regularne tournée przed zapowiadaną przerwą. Są rzeczy, których nie dowiesz się z książek. Są rzeczy, których nie dowiesz się znikąd. Jedynie śniąc możesz je kilku niesamowicie inspirujących trasach zapadamy w sen. Ale kto by sypiał z byle kim? Chodźcie zapaść z nami! Zagramy dla Was utwory z ostatniej płyty Prognozy oraz garść starszych piosenek. Zapraszamy Was na ostatnią w tym roku trasę koncertową zespołu Clock Machine przed przerwą. To będzie muzyczne wydarzenie roku! Sprawdźcie kiedy i gdzie będzie można posłuchać Clock Machine na żywo: – Warszawa, – Poznań, – Gdańsk, – Kraków, Klub – Wrocław, – Łódź, Scenografia fot. Jan Oborski Clock Machine zaprezentowali teledysk do singla Kiedy Śnisz. Promuje on nadchodzącą trasę koncertową, po której zespół na jakiś czas zawiesi działalność. Zobacz także Quidditch zmieni nazwę, ponieważ Rowling jest transfobką Hip-hop na ekrany. „Zadra” wystartuje na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni Córka Eminema, Hailie Jade, wspomina dorastanie przy sławnym ojcu Clock Machine zaprezentowali […] Koncerty Polub na Facebooku: Nie przegap
Jeszcze kilka lat temu nie miałam pojęcia, że taki zespół jak Clock Machine istnieje. Wydarzyło się jednak Męskie Granie, z Igorem Walaszkiem w roli lidera, i była to idealna okazja, żeby bliżej przyjrzeć się jego muzycznej działalności. O Bass Astral x Igo słyszałam, Clock Machine było następnym krokiem. Posłuchałam albumu Prognozy, spodobał mi się, ale nic więcej się nie wydarzyło. W piątek była jednak okazja, żeby przekonać się, jak Clock Machine brzmią na żywo. Zagrali wyprzedany koncert w klubie Tama w Poznaniu. Koncert był częścią trasy koncertowej Sen, ostatniej trasy zespołu przed przerwą. Sądząc po energii na koncercie, ta przerwa długo nie potrwa! Zresztą z taką publicznością aż chce się wracać do koncertowego życia. Energia podczas koncertu była wprost rewelacyjna. Nie wiem, jak było na tyłach, ale pierwsze rzędy bawiły się wyśmienicie, głośno śpiewając, skacząc, klaszcząc i bujając się w rytm muzyki. Naprawdę wielu artystów może pozazdrościć Clock Machine publiczności, ich entuzjazmu i znajomości nawet najstarszych utworów. A pod tym względem Clock Machine postanowiło fanów, może nie tyle zaskoczyć, co rozpieścić. W setliście, co chyba oczywiste, dominowały kompozycje z wydanej w ubiegłym roku płyty Prognozy. Zabrzmiał tytułowy utwór, Igo’s Flow otwierało koncert, Kiedy śnisz zamykało główną część koncertu, było także So Slow, Z Tobą lżej czy Double the Time. Nie zabrakło także utworów z wydanej w 2016 roku płyty Love, Spadać i Latać, Desire czy pojawiającego się na bis Heaven, ale były także utwory z albumu Greatest Hits z 2014 roku. Słowem, koncertowy przegląd dyskografii. Po cichu liczyłam, że w części bisowej zabrzmi Wspomnienie Czesława Niemena, które Igo śpiewał w Orkiestrze Męskiego GraniaOrkiestrze Męskiego Grania i wcześniej podczas koncertów z Clock Machine, ale pojawiło się drapieżne A Little Less Conversation Elvisa Presleya. Po ponad godzinnym koncercie i piętnastominutowym bisie wypchana po brzegi Tama nie chciała wypuścić muzyków, a Igo podkreślał, że uwielbiają grać w Poznaniu. Cóż, nie Wy jedyni. Przed koncertem zaczęłam bardziej zagłębiać się w albumy Clock Machine, a w jego trakcie jedynie utwierdziłam się w tym, co uważałam po słuchaniu albumowych wersji. Clock Machine ma duże lepsze utwory z tekstami w języku angielskim. Muzycznie zdecydowanie przyjemniej słucha mi się tych piosenek i nie wiem, czy wynika to z tego, że teksty po polsku śpiewa się trudniej czy po prostu, tak zupełnie przypadkiem, akurat te anglojęzyczne dostały ciekawsze melodie. A może barwa głosu Igo lepiej brzmi z angielskimi tekstami? Taki trochę fenomen, trochę ciekawostka, takie spostrzeżenie. Trochę jest już tak, że często trudno narzekać na nagłośnienie koncertów w Polsce, bo czasy, w których było fatalnie generalnie już minęły. A jeśli ktoś nadal ma je kiepskie to po prostu należy mu współczuć i liczyć, że ma tego świadomość, chce to zmienić, bo wie, jak ważne jest to dla odbiorcy. Nasz rynek muzyczny się zmienia, produkcje koncertowe też się zmieniają, ale daleko nam jeszcze do zagranicznych artystów, którzy niskim budżetem lub jednorazowym większym wydatkiem mogą stworzyć ciekawą oprawę wizualną. A ja na takie rzeczy zwracam uwagę, być może przesadnie dużą, bo uważam, że dobra produkcja jest wisienką na torcie. Dlaczego o tym piszę? Bo Panowie z Clock Machine mają przemyślaną i dopracowaną wizualnie produkcję koncertu. Chcę to docenić. Kilka umyślnie rozmieszczonych lamp, koszulki z neonowymi elementami, które robią rewelacyjną robotę współgrając ze światłami, odpowiednich rozmiarów ekran na tyle sceny i dwie kamery. Jedna przerzuca na ekran obraz z tego, co dzieje się na scenie. Druga z tego, co dzieje się pod nią, a więc reakcje fanów. Można byłoby się zastanawiać, po co inwestować w coś takiego, gdy gra się koncert klubowy. Odpowiedź jest prosta – po to, żeby ten klubowy koncert był jeszcze ciekawszy. Jeśli chodzicie na wiele koncertów i pomiędzy takim Clock Machine oglądacie też P!nk czy choćby Dawida Podsiadło zawsze traficie na ludzi, którzy przychodzą na koncert tylko po to, żeby usłyszeć ten jeden znany im przebój. Nie ma w tym nic złego, ale zawsze istnieje ryzyko, że ta ukochana przez nich piosenka nie zostanie zagrana. Takie osoby czekają więc cały koncert na ten jeden jedyny moment, w którym mogą się poczuć dobrze, szczęśliwe i spełnione. W Tamie, na koncercie Clock Machine ludzie dawali jasny sygnał, że doskonale znają każdy pojedynczy utwór. A nawet więcej – Igo mógłby cały koncert wyśpiewywać przypadkowe dźwięki przy akompaniamencie Konrada, Kuby i Piotra, a ludzie i tak wyszliby z koncertu spoceni, wyskakani i szczęśliwi. Jest to piękne i dlatego lubię chodzić na koncerty artystów, którzy mają swoją grupę oddanych, wiernych fanów. Znających teksty piosenek i czerpiących nieskrępowaną radość z tego, że mogą (najczęściej w swoim mieście) posłuchać na żywo jednego z ulubionych artystów. Aż chce się być częścią tej drużyny. I żeby nie było – nie mam nic do stadionów i hal koncertowych. Życzę ich wszystkim artystom. Mówię jedynie, że wraz z wielkością potrafią zmienić się emocje. Nie zawsze na korzyść, choć są wyjątki, bo na koncerty Metalliki czy Green Daya nadal chodzą ludzie doskonale znający każdy riff, wyraz i pauzę. Mam nadzieję, że przerwa Clock Machine nie będzie zbyt długa, bo z tak świetnymi fanami byłoby szkoda rozstawać się na dłuższy czas.
MIEJSCE: klub Niebo CZAS: 07/11/2018 ok 20:30 BOHATER: CLOCK MACHINE Słów kilka: Zespół powstały w 2009 roku w Krakowie. Obecnie skład Clock Machine tworzą: Igor, Konrad, Kuba i Piotr. Chłopaki pomimo krótkiego stażu mają na swoim koncie między innymi koncert na Orange Warsaw Festiwal, Woodstock Festival oraz udział w Empik Make More Music. Na albumach ‘Greatest Hits’ i ‘Love’ słychać zarówno wpływy rockowe jak i funkowe a same koncerty wyróżniają się świetnym kontaktem z publicznością i wielkimi pokładami energii. ‘Kacha, zobacz jaki sztosowy klub!’ Noo odpowiedziałam pod nosem kiedy P. wyraził swój zachwyt nad miejscem do którego trafiliśmy w sobotni wieczór. To słowo miało okazać się kluczowe dla całego koncertu, jednak ja w tym momencie miałam w głowie chłopaków z zespołu oraz drinka z ginem. Nie wiem do końca co było w moim przypadku pierwsze Clock Machine czy bliźniaczy – ze względu na postać wokalisty – duet Bass Astral x Igo (sam jednak Igor nie lubi chyba porównywania obu zespołów – świadczy o tym komentarz skierowany do chłopaka który z publiczności wykrzyczał ‘Igor! Bass Astral’ na co Igor odpowiada ‘Po prostu Igor’). Nie ma to jednak większego znaczenia, ponieważ oba te zespoły kiedy tylko pojawiają się w Warszawie, są obowiązkowym punktem mojej mapy koncertowej. Ale do rzeczy…Właśnie rozpoczyna się koncert w warszawskim niebie. Brzmi obiecująco prawda? Koncert otwiera nowy singiel ‘ Prognozy’. Nieznana nikomu świeżynka? Nic bardziej mylnego – ludzie w około mnie zaczynają powtarzać za Igorem słowa refrenu. Zastanawiam się chwilę czy zespół kojarzony z bardziej rockową maszyną, powinien rozpoczynać gig od spokojnego, stonowanego utworu…Szybko jednak przypominam sobie inne numery, które miałam okazję usłyszeć podczas letniego koncertu w jednej z nadwiślańskich knajp – liryczne, lekkie prognozy są niejako wizytówką, nakreślającą charakter całej nowej płyty. Sama piosenka to niejako wołanie wokalisty o oczyszczenie z zalegających mu na barkach spraw, spraw prawdopodobnie należących do drugiej połówki/ kogoś bliskiego (’Po kolana w morzu twoich spraw/ Jak mam płynąć w nich..’). Drugie dno tej piosenki to także chęć przezwyciężenia granic – być może tych tworzonych przez drugą osobę oraz zrozumienia otaczającej go sytuacji (‘ Bo na razie stoję w miejscu sam, na tych wodach które chciałbym znać/ Jesteś jak przybrzeżna straż…’). Muzycznie daleko tej piosence do rockowego klimatu a elektroniczne przejścia między zwrotką a refrenem chcąc nie chcąc przypominają mi wspomniany na początku DJ’ski duet jednak w bardziej stonowanej wersji. Jednostajny rytm perkusji oraz ledwo słyszalne chórki pozostałych członków zespołu tworzą swoisty wyraz utworu. Dalej przenosimy się wstecz do płyty ‘Love’ i piosenki ‘ Desire’ ukazującej wpływ kobiecej siły (‘She steals my power, she is just that kind of girl’). W śpiewie Igora słyszymy wyraźną chęć zrozumienia procesu nazywanego miłością i tego jak w niej jedna osoba potrafi zawładnąć całym naszym światem. Idealnie pasuje tu delikatna linia basu oraz powtarzający się gitarowy riff – który pod koniec utworu zmienia się w gitarową solówkę aby później z kolei ustąpić miejsca dominującej już wtedy perkusji. Hołd, uległość a na końcu samotność i próba odpowiedzi na pytanie: Dlaczego do cholery ona jest taka cudowna? Od miłości do pożądania droga bardzo krótka – oto i kolejny utwór ukryty pod enigmatycznymi słowami ’So Slow’ – jego charakter można podsumować wypowiadając głośno jego tytuł. Krótko otwierane hi hat’y perkusji oraz usypiająca z początku melodia wygrywana na gitarze później a i owszem nabiera wyrazu jednak nie należy po tym utworze spodziewać się większych fajerwerków (pewnym urozmaiceniem jest hipnotyzujący rytm wybijany między pierwszą zwrotką a refrenem). Warstwa liryczna? Wokalista troszkę rozpływa się nad sobą – ukazując swój narcyzm, troszkę nad swoją ukochaną – wszystko po to by finalnie zrobić to „przyjemnie i powoli”. Pole do interpretacji pozostawić należy słuchaczowi: czy chodzi o rozwój relacji/ zabawę/ czy po prostu fizyczne zbliżenie dwójki osób (’ Stop waiting on/ Let’s do it nice and slow’). Prywata: Ze względu na to że lubię ten zespół w wersji mocniejszej, czekając na petardę i uderzenie z niecierpliwością przebieram nogami… Jest i ona – czerwonousta aktorka rodem z Hollywood. Tak, mowa o kawałku ‘Red Lipstick’. I być może wstyd się przyznać ale to jedne z tych utworów, którą zawsze ‘przerzucałam’ dalej na swojej playliście – nie podobał mi się początkowy rytm gitary, ciężki bas i jednostajna perka (bla,bla,bla…). Tytuł zwodniczy – mało tu pochwały dla samej kobiecej urody – tu liczy się to co nie fizyczne a więc na ten przykład zrozumienie, poczucie jedności z drugą osobą (‘She likes what I like/ She think the way I think…’), niczym nie wymuszone szczęście, wolność w miłości… Autor chwali się, upaja, upija swoim uczuciem. Mówi do odbiorcy: Widzicie! Ja ją mam, to nieprawdopodobne że ona jest tylko moja! W tym utworze znalazło się także miejsce na chwile zwątpienia i zawahania (’Sometimes I think is a poison’) a także na płacz na samym jego końcu. Płacz, teraz płaczę bo jesteś moja! Pięknie w tym całym zamieszaniu komponują się męskie chórki, niezwykle melodyjna linia basu oraz delikatna elektronika). Ta piosenka to dla mnie idealny przykład jak różnorodna potraf być twórczość chłopaków z Clock Machine. Mamy tu całą paletę muzycznych barw, które stopniowo blakną…powoli następuje wyciszenie… Halko! Mamy po 18 lat i noc młodą przed sobą! Takie właśnie myśli mam w głowie słysząc przeplatany elektronicznymi beatami utwór ‘Spadać i latać’. Głos Igora zdaje się tu mieć jeszcze bardziej chrypliwą barwę, która idealnie współgra z całością utworu. Dla mnie przesłanie jest proste: lata beztroski, pewność że następnego dnia nie spotka nas nic gorszego od kaca – oby tylko był to ten od nadmiaru spożytego alkoholu a nie moralniak (‘ Wiem że dziś możemy bardziej/ Kochać, kraść możemy więcej/ Dziś możemy być i mieć dużo bardziej’). To swoisty hymn na zakończenie lata, towarzyszący udanej imprezie ze znajomymi. Autor namawia nas do korzystania z praw młodości bo na upadki, odejścia i powroty mamy jeszcze czas a teraz ‘to ten najlepszy czas, ten czas jest nasz…’ Jednostajny, wiądący rytm basu oraz wzmożony ruch publiki nie może zwiastować tylko jeden utwór ‘Fama’. To jest dopiero pamiętnik, wspomnienie młodego faceta, wakacyjna przygoda, wieczna impreza…(‘Drinki, dziewczynki do rana na plaży…’). Ciekawym zabiegiem muzycznym jest wplecenie do polskiego utworu krótkiego, anglojęzycznego refrenu – nie zatrzymujcie ich, świat szaleje! I znów bardzo wyraźna linia basu, powoli pulsuje i zwalnia i oto wchodzi monorecytacja jednego z chłopaków. Cały wymiar drugiej połowy utworu to dla mnie osobiście spontaniczne flow, które jak można sądząc po słyszalnych w tle śmiechów, oceniają pozostali kumple. Ta część to dla mnie oddanie stanu ducha i ciała na drugi dzień po całonocnej imprezie. Słowa nie mają tu większego sensu a sam autor określa je jako dyrdymały, które nie do końca tworzą spójną całość aż w końcu wygasają a w tle kończąca utwór monotonna melodia… Kosmiczny beat? Poczucie przestrzeni? Chęć zawładnięcia kobietą i postawienie jej prostego ultimatum? (‘You gotta take it’). Takie przesłania i pomysły w pełnym kontrastów kawałku ‘Sense of Space’. Bo jak połączyć wolność z pożądaniem i pragnieniem bycia tym jedynym, wychwalanym? (‘Say that you want me/ Say that you like my style’). W tle do tego wszystkiego kosmiczne dzwięki syntezatora. Kosmos! Wokalista jakby ‘zmusza’ druga osobę do bycia przy sobie – z tymi wszystkimi pięknymi dodatkami jakimi są ubiór i uroda. On za to może być jej ulubioną grą, uzależnieniem a to sprawi że druga osoba nie będzie się w stanie z te relacji uwolnić (‘I’ll be your cigarette/ But you never gonna quit on me’). My jednak ucieknijmy, wycofajmy się powoli do kolejnego utworu… Na bis długo wyczekiwany przeze mnie kawałek ‘She’s got it’. Mogę pokusić się o stwierdzenie że jest to jeden z bardziej znanych utworów – tych o bardziej rockowym charakterze (Na live’ach brzmi cudownie a chłopaki wzniecają kulę energetyczną na scenie!). Tytuł wymowny i tak naprawdę mówiący wszystko – chwała dla mojej ukochanej! Igor śpiewa jak zaklęty o tym jak dużą dominację nad nim ma jego kobieta ale też w jakim ogromnym stopniu chce przy niej być. To dopiero dziewczyna, znająca swoją wartość, zapiera dech w piersiach. Ukazana zostaje prawie jako boska istota, niedościgniony wzór który należy tylko do niego! (’She really got it from God/ She really think she’s got it/She’s got it!). Ostatnia część utworu – mocna i krzykliwa to próba ponownego utwierdzenie słuchacza w przekonaniu, że ta kobieta jest cudowna a z nim wszystko w porządku… że (jeszcze) nie oszalał…. Ale że to koniec? To nie tak że to koniec…W trakcie koncertu pojawiło się jeszcze klika premierowych utworów – jeden mocno liryczny z powtarzanym jak mantra w refrenie ‘Kiedy śnisz, kiedy śnisz’… a także coś mocniejszego określany przez samych autorów jako SZTOS! (Myślę, że w tym przypadku może być to prorocze słowo). Co do samych nowych utworów pragnę tu pozostawić niedosyt i owiać wszystko nutą tajemnicy….Dodatkowo zespół pokusił się o własną interpretację klasyka nad klasyki – mowa tu o utworze ‘Let’s stay togerther’ , którą wykonuje w oryginale amerykański piosenkarz Al Green. I choć podczas samych koncertów z udziałem Igora słyszę to wykonanie to jednak po raz kolejny utwierdzam się we własnym przekonaniu że najtrudniej i najpiękniej skalę głosu można pokazać właśnie wykonując takie ponadczasowe utwory. Bo krzyczeć i zakrzyczeć jest zdecydowanie łatwiej a nie każdy ma dar do zaśpiewania w taki sposób aby oprócz bębenków w uszach naruszyć także w nas coś głębiej…. Ale krzyczeć podczas koncertu wypada….przynajmniej my z P. mamy na ten temat zgodne zdanie. ( Podczas koncertu w Niebie zabrakło mi jedynie ukochanego utworu ‘ Heaven’ – Panowie jak tak można! I to w takim miejscu…) K.
kiedy śnisz clock machine tekst